Autor: CzasNaJure

  • (Nie)jasne meandry interesów w Dolinie Warty

    (Nie)jasne meandry interesów w Dolinie Warty

    Podawano również fałszywą informację jakoby ten „wybraniec” prezydenta Matyjaszczyka był konsultantem Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki, a to jest nieprawda, co ujawniono po formalnym wystąpieniu częstochowskich architektów o sprostowanie tej informacji.

    Tymczasem tak grzmiał prezydent w lokalnych mediach: „Całość inwestycji ma stanowić część „zielonej polityki” i „(…) musi nadążać za zmieniającymi się potrzebami.”

    Prezydent Matyjaszczyk twierdził w czerwcowym wywiadzie dla jednej z gazet, że „poznał potrzeby i oczekiwania mieszkańców.” Natomiast czytelnicy w sondażu przeprowadzonym na łamach wspomnianej gazety w 85% oddanych głosów wybrali opcję: „Zostawić dolinę rzeki w spokoju, za to dbać o bulwary w centrum.” Zatem wyraźnie widać, że musiał powstać ten artykuł, aby wyjaśnić „(nie)jasne meandry…”, czyli okoliczności inwestycji i pokazać sekwencję następujących po sobie wydarzeń, związanych z tak zwanym planem zagospodarowania Doliny Warty w Częstochowie. Stanowi on też źródło informacji o sprawie, często pozyskanych poza obiegiem publicznym dokumentów i przemilczanych przez lokalne media faktów. Z pewnością natomiast przybliży wszystkich do odpowiedzi na pytanie: Kogo tak naprawdę potrzebami i interesami kieruje się prezydent Matyjaszczyk?

    Pisząc o planie budowy nad Wartą należy wspomnieć o radnym częstochowskim Łukaszu Kocie z lewicowej partii prezydenta Matyjaszczyka. Przypadła mu w tej sprawie rola „pilotującego inwestycję”. Ten zaufany „człowiek prezydenta” to również radny i jest znany częstochowianom z wielu pomysłów budzących sprzeciw społeczny, między innymi w 2017 roku forsował powstanie parku rowerowego z parkingiem dla samochodów w odległości zaledwie 100 metrów od unikalnego kulturowo i przyrodniczo obszaru „Grodzisko Gąszczyk” nad Wartą. Na szczęście, radny został wtedy powstrzymany, ale to inna, również z wątkiem rowerowym w tle, bardzo ciekawa historia…

    Pomysł inwestycji w Dolinie Warty został sformalizowany 13 maja 2022 roku wraz z zawarciem przez Miasto Częstochowa umowy ze spółką z o.o. „Krajobrazy” z Lublina, reprezentowaną przez wspomnianego Wojciecha Januszczyka. Strony uzgodniły wynagrodzenie w wysokości 121.770 złotych brutto za: konsultacje z zamawiającym i konsultacje społeczne, odpowiednie analizy, ogólne przeprowadzenie inwentaryzacji drzew, wykonanie koncepcji (wybranego i zatwierdzonego przez zamawiającego wariantu), szacunkowa wycena kosztów realizacji inwestycji w etapach, film od 2 minut do 10, przygotowanie dwóch artykułów promocyjnych minimum strona A4 do wskazanych przez zamawiającego tytułów prasowych, wykonanie identyfikacji wizualnej (m.in. logo, księga znaku, nazwa), materiały promujące zagospodarowanie Doliny Warty.

    Termin zakończenia „prac” określono na 29 listopada 2022 roku. Zaznaczyć trzeba, że kwota za wspomniane promocje, konsultacje z zamawiającym, loga itd. zostaje zwiększona aneksem nr 1 z 4 lipca 2022 roku do kwoty 146.370 złotych brutto z budżetu miasta Częstochowy…

    Aneks nr 1 określa również obszar opracowania inwestycji (którego nie było w pierwotnej umowie), dzieląc go na części:
    * od ul. Srebrnej do okolicy Skały Balika,
    * od mostu na ul. Mirowskiej do mostu przy ul. Srebrnej.

    Warto zwrócić uwagę, że przedmiotem powyższej umowy opisanym i wyeksponowanym tłustym drukiem na pierwszej stronie dokumentu z 13 maja 2022 roku, jest opracowanie koncepcji zagospodarowania parku – Doliny Warty. Park to z definicji zieleń urządzona, zaplanowana i konserwowana (czyli nie dzika przyroda), co w pewien sposób pokazuje intencje władz miasta.

    Kolejna ciekawa kwestia to zmiany treści umowy aneksem nr 1: opracowanie koncepcji zagospodarowania obszaru Doliny Warty. Czy to znaczy, że władze miasta coś jednak zrozumiały, czy to tylko zasłona dymna?
    Biorąc pod uwagę sam sposób, w jaki wybrany został projektant do tego zadania inwestycyjnego, można mieć uzasadnione wątpliwości… Pominięto organizację konkursu architektonicznego, który byłby tutaj najodpowiedniejszym i zgodnym z prawem zamówień publicznych rozwiązaniem. Wymaga to szerszego omówienia, o czym następnym razem.

    Zatem widać już jak na dłoni, że organizowane w wakacje spotkanie pt. „Porozmawiajmy o Dolinie Warty” z 16 lipca, ogłoszone 14 lipca (2 dni przed terminem spotkania!) na mało znanej stronie CUK, miało w założeniu charakter fasadowy i bez znaczenia dla decydentów w magistracie, co do zakresu planowanej inwestycji w Dolinie Warty. Organizatorzy „zadbali” również o miejsce spotkania na granicy gminy, „zapraszając” w mało dostępną dla większości mieszkańców Częstochowy lokalizację – 8 kilometrów od centrum miasta na ulicę Rozdolną 5. Ze względu na słabe skomunikowanie z miastem tego obszaru, celowo doprowadzono do niewielkiej frekwencji zainteresowanych tematem. 

    Sześć osób uczestniczyło w pseudo spotkaniu dotyczącym przebudowy terenów wokół rzeki Warty, inwestycji wycenionej na kilkadziesiąt milionów złotych! Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem pomysłodawców. Wpłynęły protesty co do terminu i sposobu przeprowadzania „spotkania” od organizacji pozarządowych do CUK. Na spotkaniu, w szóstce uczestników znalazło się kilku przedstawicieli tychże organizacji. Całość została nagrana w formie wideo przez przedstawiciela Częstochowskiego Alarmu Smogowego, który również uczestniczył w spotkaniu. Wielokrotnie, „pilotujący inwestycję” radny Kot otrzymywał wyrazy sprzeciwu, co do planowanego zakresu inwestycji. Z minuty na minutę atmosfera stawała się tak gorąca, że projektant Wojciech Januszczyk ze spółki „Krajobrazy” tracił zimną krew i naskakiwał słownie na uczestników za artykułowany sprzeciw przeciwko „betonowi nad rzeką” – co zresztą sam pokazywał na slajdach własnej prezentacji. 


    Po propozycjach projektanta z Lublina dotyczących utwardzenia ścieżek wzdłuż Warty, w domyśle nawierzchnie żwirowe, ale i asfalt na parkingach, radny Łukasz Kot odniósł się do nich z aplauzem, argumentując potrzebę bitumicznych traktów dla wygody Pań w obuwiu typu „szpilka”. Przedstawione były również propozycje wykonania w kilku miejscach niedaleko rzeki parkingów i szaletów w celu tak zwanego zwiększenia dostępności. Cały przedstawiony zamysł jawił się jako szeroko zakrojona inwestycja w rejonie rzeki Warty, w której zakres wchodzić będzie infrastruktura podziemna (na przykład instalacje typu neony lub inne oświetlające teren przy parkingach, których wkopanie wymaga użycia ciężkiego sprzętu budowlanego, w tym koparki, co oznacza wjazd na tereny cenne przyrodniczo). Każda czynność związana z planowaną inwestycją, przykładowo postawienie altany, wiąże się z nadmierną ingerencją człowieka – od wykonania fundamentów po zadaszenie budowli, od wykopów po beton lub jego zamiennik… Zresztą sama kwota kilkudziesięciu milionów złotych mówi o tym, że nie chodzi o wykonanie kilku drewnianych kładek. Wszyscy z uczestników strony społecznej wypowiedzieli się negatywnie w sprawie planowanej inwestycji i jej zakresu, obejmującego cenny przyrodniczo obszar, ochrony pośredniej. 

    Kolejne spotkanie z projektantami odbyło się 10 sierpnia 2022 roku. Jedną z uczestniczek obu opisywanych wydarzeń była architekt Joanna Chrapońska ze Stowarzyszenia Architektów RP (SARP) oddział Częstochowa, która tak ocenia te niejasne plany zabudowy Doliny Warty:
    „Jestem jedną z bardzo niewielu osób, które były na spotkaniu 16 lipca oraz 10 sierpnia. Oprócz naszej organizacji był reprezentant Częstochowskiego Alarmu Smogowego. Co do zakresu inwestycji, nic się nie zmieniło od pierwszego spotkania. Informacja o zmianie zakresu, która jest podobno wyjściem naprzeciw potrzebom mieszkańców, to jednocześnie jedna z pierwszych informacji w przekazie medialnym ze strony władz miejskich. Niestety jest nieprawdziwa, co można łatwo zweryfikować.


    Co do własności działek – w prasie znaleźć można wypowiedź Łukasza Kota odnośnie tego, skąd wzięły się akurat takie granice terenu inwestycji: „po rozeznaniu możliwości dofinansowania z przyszłych eurofunduszy oraz analizie własności gruntów uznaliśmy, że z tym obszarem mamy największe szanse na dotacje”.

    czyli:

    A. nie było zastanowienia / refleksji czy ta inwestycja jest potrzebna mieszkańcom i mieszkankom, ważne jest tylko to, czy można będzie uzyskać na coś dofinansowanie;

    B. własności na terenie inwestycji przedstawiają się co najmniej skomplikowanie, co nie ułatwi inwestycji (screen z fragmentem mapy z portalu http://e.czestochowa.pl/geoportaltoolkit/map.php?profile=4. Górny screen na zdjęciu). Grubą różową linią oznaczony jest teren inwestycji. Tereny oznaczone kolorem zielonym to tereny gminy, szaro-beżowe to tereny prywatne (należące do osób fizycznych i prawnych), tereny oznaczone kolorem czerwonym należą do skarbu państwa – w naszym przypadku mówimy o terenie koryta rzeki.

    Kolejna sprawa:
    Wody Polskie – zarządzają wodami, również rzekami, także naszą rzeką Wartą. W dużym uproszczeniu – bez zgody Wód Polskich nie można nic zrobić między wałami rzeki. A co się wydarzyło? Podjęta została decyzja o przystąpieniu do tak dużej inwestycji w Dolinie Warty, podpisana została umowa z projektantem a nikt, podkreślam NIKT, ani Łukasz Kot „pilotujący inwestycję”, ani projektant nie zwrócił się do Wód Polskich. To tak jakby mój sąsiad zatrudnił architekta, żeby mu zaprojektował dom na mojej działce – można, ale po co? Wygeneruje to koszty, ale bez mojej zgody nic na działce nie powstanie. 

    Część terenu inwestycji – ta najbliżej Starego Miasta, obejmuje w zasadzie tylko teren zarządzany przez Wody Polskie. 

    Czy na kolejnym spotkaniu usłyszymy, że Wody Polskie nie zgadzają się na żadną ingerencję w tym obszarze, więc teren inwestycji musi być zmniejszony? 
    Czy Wody Polskie pomijane są celowo? 
    Może nie chodzi o inwestycję nad samą rzeką, ale tuż obok, za wałami, na pięknych i cennych przyrodniczo dzikich łąkach? 
    Jaka to ma być inwestycja i na czyich gruntach, skoro większość działek w granicach zakresu inwestycji jest prywatna?

    Na ostatnim spotkaniu 2 grudnia 2022 projektant pokazał koncepcję zagospodarowania rzeki Warty. Można teoretycznie przyjąć, że to co pokazał, będzie rozwijane z chęcią realizacji, czyli powinno być sprawdzone pod kątem możliwości formalnych. Ale czy tak jest? Dopiero na grudniowym spotkaniu pojawiła się informacja o tym, że projektant BĘDZIE rozmawiał z Wodami Polskimi, bo zapisał się w kolejce. Czyli to co obiecuje koncepcja to nic pewnego. Pewne jest tylko to, że koncepcja powstała również na gruntach prywatnych, bez konsultacji z Wodami Polskimi i na obszarze cennym przyrodniczo, którego nie należy ruszać. 

    I tu należy przypomnieć stanowisko organizacji proekologicznych, w tym SARP Częstochowa i Częstochowskiego Alarmu Smogowego: ŻADNYCH INGERENCJI w cenne przyrodniczo tereny Przełomu Warty!

    Prawdziwe intencje prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka i radnego Łukasza Kota (jednocześnie pracownika Centrum Usług Komunalnych) poznamy już wkrótce, bowiem data zakończenia umowy upłynęła z końcem listopada – z nieoficjalnych informacji wiemy, że już została aneksowana do 15 grudnia.
    Nadal też nie przeprowadzono konsultacji społecznych w sprawie koncepcji planowanej inwestycji w Dolinie Warty, brak mandatu społecznego do wykonania tej „dewastacji”, odradzającej się przyrody. 
    Spotkania wybiórczo ogłaszane 2 dni przed terminem, pominięcie konkursu architektonicznego, to z pewnością brutalna próba załatwienia interesów. Za to widać kolejne (nie)jasne meandry z pogranicza biznesu – pumptrack rowerowy obok sklepu znajomego pana radnego. A to dopiero początek…

    ***

    Pierwotnie tekst ukazał się na łamach 7dni.com.pl

  • Jura bez plastiku 2022. Ponad 70 osób posprzątało Wartę. Z rzeki wyłowiono 110 worków śmieci

    Jura bez plastiku 2022. Ponad 70 osób posprzątało Wartę. Z rzeki wyłowiono 110 worków śmieci

    To kolejna odsłona inicjatywy, która z roku na rok pokazuje, że troska o jurajską przyrodę może łączyć ludzi reprezentujących różne środowiska.

    Wiosenne sprzątanie Warty stało się już jednym ze stałych punktów projektu #JurabezPlastiku.

    W kwietniu 2022 roku uczestnicy ponownie ruszyli na około 9-kilometrowy odcinek rzeki. Tym razem do wspólnego działania dołączyło ponad 70 osób.

    Nie był to jednak zwykły spacer brzegiem rzeki. Uczestnicy musieli zmierzyć się z odpadami, które przez długi czas zalegały w wodzie oraz na brzegach. Część z nich można było zebrać bez większego problemu. Inne wymagały znacznie więcej wysiłku.

    Efekt pracy był jednoznaczny – z Warty i jej najbliższego otoczenia usunięto 110 worków śmieci.

    Liczba worków robi wrażenie, ale jeszcze bardziej zaskakuje to, co znajdowało się w środku.

    Z wody wyławiano również odpady gabarytowe. Monitory telewizorów, balie, wiadra, meble ogrodowe i inne duże przedmioty znalazły się w miejscach, które powinny być przede wszystkim przestrzenią dla rzeki i otaczającej ją przyrody.

    To właśnie takie znaleziska najlepiej pokazują skalę problemu.

    – Jedna plastikowa butelka może wyglądać jak niewielki, pojedynczy problem. Jednak kiedy z rzeki wyławiane są meble, sprzęt elektroniczny czy duże pojemniki, trudno mówić już o przypadkowym zaśmieceniu. To zwykła bezmyślność – mówią organizatorzy akcji.

    Ponad 70 uczestników przez kilka godzin zbierało odpady, transportowało je i porządkowało teren. Każdy kolejny worek oznaczał kolejną porcję śmieci, których nie będzie już nad Wartą.

    Akcja wymagała nie tylko chęci, ale również dobrej organizacji i współpracy.

    – Wykonaliśmy kawał dobrej pracy. Dziękuję uczestnikom i partnerom za zaangażowanie i wspaniałą energię. Silna ekipa ruszyła nad Wartę i znów wyniki przerosły nasze oczekiwania – mówi Hubert Pietrzak z portalu Czasnajure.pl.

    Te słowa dobrze oddają charakter całego wydarzenia, bo #JurabezPlastiku od początku nie było przedsięwzięciem jednej osoby czy jednej organizacji. Jego siłą byli przede wszystkim ludzie, którzy zdecydowali się poświęcić swój czas i wspólnie zrobić coś dla miejsca, w którym żyją.

    Wśród uczestników kwietniowej akcji znalazła się również liczna reprezentacja Hegelmann Poland.

    Firma stworzyła silną i zwartą ekipę, która aktywnie włączyła się w sprzątanie rzeki. Udział przedsiębiorstw i ich pracowników w tego typu inicjatywach ma szczególne znaczenie.

    Firmy mogą bowiem nie tylko wspierać akcje organizacyjnie, ale również angażować większe grupy pracowników. Dzięki temu działania ekologiczne przestają być wyłącznie inicjatywą indywidualnych wolontariuszy. Stają się wspólnym przedsięwzięciem mieszkańców, organizacji społecznych i lokalnego biznesu.

    Wspólne porządkowanie Warty miało również inny wymiar. Uczestnicy spotykali się nie tylko po to, aby zebrać odpady. Przez kilka godzin pracowali razem, rozmawiali i dzielili się zadaniami.

    Dla części osób była to kolejna edycja akcji, w której uczestniczyli od lat. Dla innych – pierwsze spotkanie z #JurabezPlastiku. Łączyło ich przekonanie, że stan najbliższego otoczenia zależy również od samych mieszkańców. I właśnie ta społeczna strona projektu z czasem stawała się coraz ważniejsza.

    Niestety, nawet najlepiej zorganizowana akcja nie rozwiąże problemu śmieci raz na zawsze. Jej największą wartością może być jednak pokazanie uczestnikom, że mają realny wpływ na swoje otoczenie.

    Nazwa #JurabezPlastiku może sugerować, że głównym przeciwnikiem projektu są plastikowe butelki i opakowania.

    Tymczasem kolejne edycje pokazują, że problem jest znacznie szerszy.

    Warta w 2022 roku była pełna różnego rodzaju odpadów – od drobnych śmieci po przedmioty wielkogabarytowe.

    Monitory telewizorów czy meble ogrodowe nie trafiają do rzeki przypadkiem.

    Ich obecność przypomina, że problem ochrony środowiska nie sprowadza się wyłącznie do ograniczania jednorazowego plastiku.

    Równie ważna jest odpowiedzialność za odpady, które powstają w naszych domach, firmach i gospodarstwach.

    Odpady pozostawione w środowisku nie znikają wraz z upływem czasu. Wręcz przeciwnie – mogą przez lata zalegać w wodzie lub na jej brzegach, niszczeć, rozpadać się na mniejsze elementy i stawać się zagrożeniem dla zwierząt oraz całego ekosystemu.

    Dlatego każda usunięta rzecz ma znaczenie. 110 worków to nie tylko liczba podsumowująca akcję. To suma odpadów, które nie będą już częścią krajobrazu Warty.

    A oprócz nich były także: balie, wiadra, meble, monitory i inne gabaryty, które zamiast trafić do odpowiedniego systemu zagospodarowania odpadów, znalazły się w rzece. Akcja z kwietnia 2022 roku pokazała, że #JurabezPlastiku nie była jednorazowym zrywem.

    Z każdym kolejnym rokiem do sprzątania dołączały nowe osoby, grupy i partnerzy. Sama idea pozostawała jednak niezmienna: zobaczyć problem, nie przejść obok niego obojętnie i wspólnie zrobić coś konkretnego.

    W 2022 roku było to 9 kilometrów Warty, ponad 70 uczestników i 110 worków śmieci.

    To nie tylko liczby, a realne setki godzin pracy, wspólny wysiłek i przekonanie, że o czystość Jury można dbać nie tylko słowami. 

    – Jednym słowem, liczą się czyny – podsumowuje Pietrzak, dziękując organizatorom, takim jak: Gmina Mstów, Częstochowski Alarm Smogowy i Jura Kajaki oraz wszystkim, którzy wsparli akcję.


  • Po roku od pierwszej akcji mieszkańcy znów posprzątali Wartę i swoje najbliższe otoczenie

    Po roku od pierwszej akcji mieszkańcy znów posprzątali Wartę i swoje najbliższe otoczenie

    Problem pozostał bowiem ten sam. Warta, jej brzegi, lasy i tereny zielone wciąż wymagały zaangażowania ludzi, którym nie był obojętny stan najbliższego otoczenia.

    Pierwsze w 2021 roku sprzątanie Warty z wykorzystaniem kajaków zaplanowano na 28 maja. Uczestnicy wystartowali przy moście w Jaskrowie i mieli zakończyć trasę w Kłobukowicach.

    Do pokonania było około 9 kilometrów rzeki.Nie był to jednak zwykły spływ kajakowy. Uczestnicy otrzymali worki na śmieci i rękawiczki, a ich zadaniem było zbieranie odpadów znajdujących się w wodzie oraz na brzegach.

    Rok wcześniej podobna akcja pokazała, jak dużo odpadów może kryć malowniczy jurajski odcinek Warty. Tym razem organizatorzy ponownie chcieli dotrzeć do miejsc, do których trudno dostać się pieszo.

    Kajaki okazały się więc nie tylko sposobem na aktywne spędzenie czasu, ale przede wszystkim praktycznym narzędziem do ochrony rzeki.

    Najpierw trzeba było udrożnić rzekę. Zanim więc rozpoczęła się właściwa akcja #JurabezPlastiku, na Warcie konieczne było wykonanie dodatkowych prac.

    Po zimie w rzece pojawiły się zatory, które utrudniały przepływ i poruszanie się kajakami. W kwietniu mieszkańcy i społecznicy musieli więc najpierw zająć się udrożnieniem rzeki. Przy okazji usunięto również część nagromadzonych odpadów.

    Śmieci trafiały do rzeki przez cały rok, a część z nich była przemieszczana przez wodę. Po okresach wysokiego stanu rzeki odpady pozostawione wcześniej na brzegach mogły zostać porwane przez nurt i przeniesione w inne miejsca.

    Dlatego sprzątanie było nie tyle jednorazowym wydarzeniem, co regularną próbą ograniczania problemu.

    Trasa zaplanowana na majową akcję prowadziła z Jaskrowa do Kłobukowic.

    Uczestnicy mieli do dyspozycji kajaki, worki i rękawiczki. W czasie spływu zamiast jedynie podziwiać jurajski krajobraz, wypatrywali odpadów znajdujących się w wodzie oraz wzdłuż brzegów.

    Sprzątanie rzeki miało więc dwie strony. Z jednej było aktywnym wypoczynkiem i okazją do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Z drugiej – ciężką, konkretną pracą, której efektem miała być czystsza Warta.

    Organizatorzy zadbali również o to, aby uczestnicy nie kończyli dnia wyłącznie na zbieraniu śmieci.

    Po dotarciu do Kłobukowic zaplanowano ognisko i poczęstunek. Przygotowano również ekologiczne upominki.

    Był to charakterystyczny dla #JurabezPlastiku sposób działania: połączyć przyjemność, integrację i aktywność fizyczną z realną pomocą środowisku.

    Fot. Hubert Pietrzak

    Jednym z ciekawszych elementów akcji był system ekologicznych upominków.

    Za zebrany worek śmieci uczestnicy mogli otrzymać nasiona łąk kwietnych albo przewodniki jurajskie.

    Pomysł był prosty, ale miał również wymiar symboliczny.

    Człowiek usuwał coś, co nie powinno znaleźć się w środowisku, a w zamian otrzymywał możliwość zrobienia kolejnej rzeczy korzystnej dla przyrody – wysiania łąki kwietnej.

    W 2021 roku projekt miał jednak jeszcze jeden ważny wymiar.

    Dzień po sprzątaniu Warty organizatorzy zaprosili mieszkańców do udziału w akcji „Jura bez Plastiku – po sąsiedzku”.

    Tym razem nie trzeba było wsiadać do kajaka. Mieszkańcy sami wskazywali miejsca, które wymagały posprzątania. Jednym z nich była Kuźnica Marianowa, gdzie tereny zielone, atrakcyjne dla mieszkańców, były jednocześnie zanieczyszczone odpadami.

    To właśnie na tym polegała idea „po sąsiedzku”. Nie chodziło o wielką, centralnie organizowaną akcję, na którą trzeba czekać przez cały rok. Jeżeli mieszkańcy zauważali problem w swojej okolicy, mogli się zorganizować i zacząć działać. Akcja w Kuźnicy Marianowej była współorganizowana z miejscową OSP. Oprócz samego sprzątania przygotowano również dodatkowe atrakcje, w tym kursy pierwszej pomocy.

    Fot. Hubert Pietrzak

    W ten sposób #JurabezPlastiku coraz bardziej przypominało nie pojedynczą akcję ekologiczną, ale model lokalnego działania.

    O ile duże akcje potrafią przyciągnąć wiele osób, o tyle prawdziwa zmiana w najbliższym otoczeniu często zaczyna się od kilku sąsiadów, którzy postanawiają zrobić coś ze swoim kawałkiem lasu, łąki czy terenu zielonego.

    – Zdecydowaliśmy się na taką akcję, właściwie na cykl dzielnicowych akcji sprzątania, ponieważ chcemy posprzątać i usunąć śmieci zalegające w tym pięknym miejscu. Dlatego wspólnie wyruszamy w teren by go oczyścić i zwiedzać oraz dobrze się bawić – mówi Hubert Pietrzak z portalu społeczno-przyrodniczego Czasnajure.pl.

    Wśród organizatorów wymienia osoby i organizacje tj.: Magdalena Korbela, Anna Moszyńska, Krzysztof Abarowicz, Piotr Abarowicz, OSP w Częstochowie – Kuźnica Marianowa Częstochowski Alarm Smogowy, SARP Częstochowa, Fundacja Rething i Grupa Elanex.

    Jednym z założeń 2021 r. było również pokazanie, że w działaniach na rzecz środowiska może uczestniczyć każdy.

    Osoby, które dobrze czuły się w kajaku, mogły sprzątać Wartę podczas spływu, a ci, którzy woleli zostać na lądzie, mogli dołączyć do sprzątania terenów zielonych.

    Nie było więc jednej właściwej formy zaangażowania. Można było płynąć rzeką, spacerować po lesie, zbierać odpady, pomagać przy organizacji wydarzenia albo po prostu wskazać miejsce wymagające interwencji.

    Osoba, która podczas sprzątania wyciąga z rzeki plastikowe odpady, styropian czy inne pozostawione przedmioty, zaczyna dostrzegać skalę problemu zupełnie inaczej niż ktoś, kto widzi śmieci tylko z daleka.

    Edycja #JurabezPlastiku z 2021 r. pokazała, że inicjatywa nie zakończyła się na pierwszych akcjach sprzątania.

    Projekt powrócił na Wartę, ale jednocześnie coraz mocniej wychodził poza samą rzekę.

    Sprzątanie kajakowe zostało uzupełnione o działania lokalne. Mieszkańcy mogli reagować na problemy występujące w ich najbliższej okolicy, a sama akcja zaczęła łączyć ochronę środowiska z integracją, aktywnym wypoczynkiem i edukacją.

    To właśnie mogło być najważniejszym efektem kolejnej edycji.

    #JurabezPlastiku przestawało być tylko akcją sprzątania. Stawało się sposobem myślenia o miejscu, w którym żyjemy.

    Bo jeżeli mieszkańcy potrafią wspólnie posprzątać dziewięć kilometrów rzeki, a następnego dnia spotkać się, by uporządkować teren zielony w swojej dzielnicy, oznacza to, że odpowiedzialność za środowisko przestaje być wyłącznie zadaniem instytucji, a zaczyna być sprawą mieszkańców. Co jeszcze ważniejsze, dzieje się tuż obok nas – nad rzeką, w lesie, na osiedlu i na kawałku zieleni, który mijamy każdego dnia.


  • Jura bez plastiku. Co się dzieje, gdy mieszkańcy biorą sprawy w swoje ręce?

    Jura bez plastiku. Co się dzieje, gdy mieszkańcy biorą sprawy w swoje ręce?

    Odpowiedzią na to wyzwanie stała się akcja #JurabezPlastiku, której celem jest nie tylko posprzątanie terenów Jury, ale przede wszystkim pokazanie, że troska o środowisko może stać się wspólnym działaniem lokalnej społeczności.

    Lasy, okolice skał, rzek i miejsc atrakcyjnych turystycznie są szczególnie narażone na pozostawianie odpadów. Śmieci trafiają do środowiska zarówno w wyniku nieodpowiedzialnych zachowań pojedynczych osób, jak i powstawania dzikich wysypisk, które są smutnym efektem “prac” zbiorowych.

    Problem jest tym poważniejszy, że odpady pozostawione w lesie czy nad rzeką nie znikają same. Z czasem stają się częścią krajobrazu, mogą przedostawać się do gleby i wody, a niektóre z nich pozostają w środowisku przez dziesiątki lub setki lat. To stwarza realne zagrożenie dla środowiska, w tym zwierząt, które mogą pomylić je z pokarmem, lub – jak w przypadku szkła – zwyczajnie się pokaleczyć.

    Fot. Hubert Pietrzak

    – Żyjemy w dobie globalizacji, ale też niespotykanego wcześniej konsumpcjonizmu, co doprowadziło nas do miejsca, w którym wytwarzamy niezliczone ilości odpadów. Stąd narodził się pomysł, żeby w końcu zacząć realnie sprzątać Jurę Krakowsko-Częstochowską. W 2019 r. usunęliśmy z niej około 5 ton śmieci. Miało to miejsce w czasie różnego rodzaju akcji sprzątania. Sprzątanie na kajakach jest zdecydowanie najprzyjemniejszą formą realizacji tego zadania – mówi Hubert Pietrzak z z portalu społeczno-przyrodniczego Czas na Jurę.

    Organizatorzy #JurabezPlastiku postawili więc na rozwiązanie praktyczne: zamiast jedynie mówić o problemie, zaczęli go fizycznie usuwać.

    Jednym z przykładów skuteczności akcji było sprzątanie Mirowskiego Przełomu Warty. W pierwszej godzinie wydarzenia 67 wolontariuszy usunęło z terenu aż 432,65 kg odpadów.

    Zebrane śmieci zostały posegregowane. Wśród nich znalazło się:

    • 72,76 kg tworzyw sztucznych,
    • 165,27 kg szkła,
    • 194,62 kg odpadów zmieszanych.

    To jednak był dopiero początek. Uczestnicy kontynuowali sprzątanie zarówno z lądu, jak i z kajaków, przemierzając około 5-kilometrowy odcinek Warty w kierunku Jaskrowa.

    Efekt? 123 worki odpadów, a także przedmioty, których trudno byłoby się spodziewać w rzece czy lesie: opony, koła, plastikowe meble, wiadra, samochodowe zderzaki, metalowe elementy budowlane, beczka i inne odpady wielkogabarytowe.

    Jednym z ciekawszych elementów projektu było połączenie ochrony środowiska z aktywnym wypoczynkiem.

    Sprzątanie rzeki odbywało się między innymi z wykorzystaniem kajaków. Dzięki temu uczestnicy mogli jednocześnie spędzać czas na świeżym powietrzu, poznawać przyrodę Jury i realnie wpływać na stan środowiska.

    To ważna zmiana sposobu myślenia o ekologii. Ochrona przyrody nie musi oznaczać wyłącznie kampanii informacyjnych czy apeli. Może być również wspólnym działaniem, sportem, przygodą i okazją do integracji mieszkańców.

    W kolejnych edycjach projektu zainteresowanie takimi akcjami rosło. 

    Najważniejszym celem #JurabezPlastiku nie jest jednak samo zebranie jak największej liczby worków odpadów.

    Organizatorzy chcą budować społeczne zaangażowanie mieszkańców Jury i edukować w zakresie odpowiedzialnego gospodarowania odpadami oraz gospodarki o obiegu zamkniętym.

    Dlatego projekt zakłada również działania edukacyjne, warsztaty, gry terenowe oraz tworzenie materiałów informacyjnych. Chodzi o to, aby osoba, która raz przyjdzie posprzątać las czy rzekę, zaczęła inaczej patrzeć na własne codzienne decyzje dotyczące odpadów.

    – Bo jeśli ktoś własnymi rękami wyciągnie z rzeki oponę, plastikowe wiadro czy samochodowy zderzak, trudniej później przejść obojętnie obok problemu zaśmiecania środowiska – tłumaczą organizatorzy.

    Jednym z pomysłów rozwijanych w ramach projektu jest połączenie sprzątania z pozytywnym działaniem na rzecz przyrody.

    Uczestnicy mogą otrzymywać sadzonki drzew lub nasiona łąk kwietnych, które mogą zostać wysiane w wyznaczonych miejscach. Idea jest prosta: za worek usuniętych odpadów można zrobić coś dobrego dla środowiska.

    W ten sposób sprzątanie nie kończy się w momencie, kiedy ostatni worek trafia do odpowiedniego miejsca. Pozostaje po nim również coś pozytywnego, jak nowe drzewo, kwiaty i zaangażowana społeczność.

    Projekt #JurabezPlastiku pokazuje, że lokalna inicjatywa może stać się czymś znacznie większym.

    Ważnym elementem przedsięwzięcia jest tworzenie społeczności wolontariuszy oraz narzędzi pozwalających zgłaszać i lokalizować dzikie wysypiska. Organizatorzy rozwijają także internetową bazę informacji oraz system pozwalający monitorować efekty kolejnych akcji.

    Dzięki temu mieszkańcy mogą nie tylko uczestniczyć w sprzątaniu, ale również wskazywać miejsca wymagające interwencji. To szczególnie istotne na terenach tak rozległych i zróżnicowanych jak Jura Krakowsko-Częstochowska.

    Inicjatywa #JurabezPlastiku pokazuje przede wszystkim jedno: problem śmieci w środowisku jest duży, ale równie duży może być potencjał lokalnej społeczności.

    Kilkadziesiąt osób może w ciągu kilku godzin usunąć setki kilogramów odpadów. Kolejne grupy mogą posprzątać następne fragmenty rzeki, lasu czy okolic jurajskich skał.

    Jednocześnie każda taka akcja ma jeszcze jeden, trudniejszy do zmierzenia efekt – zmienia sposób, w jaki ludzie postrzegają swoje najbliższe otoczenie.

    Bo czysta Jura nie zaczyna zaczyna się od konkretnego działania: od jednego worka zebranych śmieci, od jednej posprzątanej rzeki. A przede wszystkim od jednego człowieka, który zamiast przejść obojętnie, schyla się i podnosi odpad leżący w lesie.