Kategoria: Uncategorized

  • Referendum w Częstochowie. Dziś mamy już 22 tys. podpisów

    Referendum w Częstochowie. Dziś mamy już 22 tys. podpisów

    Czy referendum w Częstochowie jest pewne? Aby skutecznie uruchomić procedurę przeprowadzenia referendum, musi ją poprzeć 15900 mieszkańców, czyli 10% osób z prawem głosowania w mieście. Z informacji częstochowskiej Delegatury Krajowego Biura Wyborczego wynika, że zbieranie podpisów ruszyło 17 czerwca, a całość zebranych list referendalnych trzeba złożyć w ciągu dwóch miesięcy, to jest do 17 sierpnia.

    Hubert Pietrzak przekazuje 310 podpisów z zbiórki prowadzonej przez CzAS

    Jak poinformowano, akcję nadal prowadzi Komitet „Czas na referendum”, który ogłosił, że do ostatniej niedzieli udało się zebrać ponad 19 000 głosów za. Dziś skorygował ten wynik, podając informację o zabraniu ponad 22 000 podpisów. Wynika to z przekazania kolejnej transzy kart referendalnych przez organizacje polityczne.

    Wielu malkontentów zadawało pytania o wydźwięku: „Czy tempo zbiórki podpisów nie jest zbyt niskie, aby inicjatorzy mogli odnieść sukces?” 

    Warto w tym miejscu cofnąć się w czasie i spojrzeć na wyniki tejże zbiórki:

    9 sierpnia – ponad 19 000,

    2 sierpnia – przeszło 14 000,

    26 lipca – ponad 12 500,

    19 lipca – ponad 10 600,

    12 lipca – ponad 9 000,

    5 lipca – 7200,

    28 czerwca – ponad 5100,

    21 czerwca – ponad 1300 podpisów.

    Jak widać, to właśnie ostatnie tygodnie przyniosły – jak to określają członkowie komitetu – bezpieczny bufor w ilości zebranych podpisów za ogłoszeniem referendum w sprawie odwołania prezydenta Krzysztofa M. i Rady Miasta.

    Konferencja prasowa dotycząca zbiórki podpisów. Na dole zdjęcia torba z podpisanymi formularzami. Fot. H. Pietrzak

    Jednak czy wystarczający? Czas pokaże. Czy było warto? Z pewnością tak. Działaliśmy w duchu upowszechniania oraz ochrony wolności i praw człowieka, swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji.

    Pamiętajmy, że to właśnie referendum jest kluczową formą demokracji bezpośredniej, w której to mieszkańcy głosują na „tak” lub „nie” w konkretnej sprawie.


    Hubert Pietrzak

  • Częstochowa tonie w betonie. Tak tracimy cień, wodę i chłód 

    Częstochowa tonie w betonie. Tak tracimy cień, wodę i chłód 

    Wystarczy kilka dni wysokich temperatur, by miejskie przestrzenie zaczęły działać jak wielkie patelnie. Nagrzane chodniki, asfaltowe ulice i place oddają ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca. Tam, gdzie brakuje drzew i roślinności, nie ma również naturalnego cienia ani możliwości zatrzymywania wody.

    Dobrym przykładem jest Stary Rynek w Częstochowie. Podczas czerwcowych upałów na jego nawierzchni pojawiły się kolejne pęknięcia. Badania termowizyjne wykonane przez Częstochowski Alarm Smogowy pokazały różnice temperatur na powierzchni rynku. Zdaniem Huberta Pietrzaka z portalu Czasnajure.pl znaczenie mogły mieć zarówno niewystarczające szczeliny pomiędzy płytami, jak i różnice temperatur oraz wilgotności w pobliżu fontanny.

    Problem jest jednak większy niż uszkodzona nawierzchnia jednego placu.

    Zieleń pełni w mieście konkretne funkcje. Drzewa dają cień, pomagają obniżać temperaturę, zatrzymują wodę i poprawiają jakość przestrzeni, z której korzystają mieszkańcy.

    Drzewa to życie. Fot. Częstochowski AS i Kłobucki AS

    Dla przyrody znacznie większą wartość może mieć zróżnicowana roślinność, która pozwala rozwijać się owadom i innym organizmom.

    Pojedyncze drzewa ustawione w donicach nie zastąpią istniejącego drzewostanu. Podobnie niewielki skwer nie zawsze zrekompensuje utratę większego, naturalnego terenu. Dlatego coraz większego znaczenia nabierają niewielkie parki kieszonkowe, zazielenianie ulic oraz pozostawianie fragmentów istniejącej roślinności.

    Historia zabetonowanych miejskich przestrzeni nie zawsze jest historią złych intencji. Często jest efektem decyzji podejmowanych w czasach, gdy priorytety były zupełnie inne. Dobrym przykładem jest Stary Rynek w Częstochowie. 

    Hubert Wąsek, architekt p.o. prezesa SARP Oddział Częstochowa, opowiada nam, jak doszło do zabetonowania Starego Rynku w Częstochowie i jak ważne są drzewa w otoczeniu człowieka.

    Jak przypomina architekt zaangażowany w organizację konkursu na zagospodarowanie tego miejsca, projekt powstawał około 2015 roku. Wśród założeń konkursowych znalazły się między innymi przestrzeń dla rzeźb Jerzego Kędziory, miejsce na muzeum, część gastronomiczna oraz nawierzchnia umożliwiająca organizowanie wydarzeń.

    – To był konkurs, w którym miasto miało określone wymagania. Były różne projekty i rzeczywiście pojawiały się propozycje, w których zieleni było więcej. Ostatecznie wygrała koncepcja, która najlepiej odpowiadała ówczesnym założeniom – wspomina architekt Hubert Wąsek.

    Częstochowa tonie w betonie. Fot. Częstochowski AS i Kłobucki AS

    Ważne jest jednak to, że nawet wtedy dwa duże rosnące tam drzewa były traktowane jako elementy, którego nie należy usuwać. Miały pozostać na miejscu.

    Dziś na tę samą przestrzeń patrzymy już nieco inaczej. Klimat zmienił sposób patrzenia na miasto

    – Zmienia się klimat, ale zmienia się też nasze myślenie. To, czego kiedyś nie przewidywaliśmy, dzisiaj próbujemy naprawiać. Przy kolejnych realizacjach pojawia się coraz więcej zieleni – mówi architekt.

    Jego zdaniem nie oznacza to, że wcześniejsze projekty należy dziś całkowicie potępiać. Powstawały w określonym czasie, odpowiadały na konkretne potrzeby i były efektem konkursów, w których uczestniczyli również architekci i urbaniści.

    Problem polega na tym, że warunki, w których funkcjonują dziś miasta, są inne niż dekadę czy kilka dekad temu. Coraz częstsze fale upałów sprawiają, że cień przestaje być wyłącznie kwestią komfortu. W centrum miasta może decydować o tym, czy dana przestrzeń nadaje się do bezpiecznego użytkowania podczas wysokich temperatur.

    Architekt wspomina sytuację, której sam doświadczył podczas oprowadzania grupy młodych, zdrowych ludzi po Starym Mieście.

    – Był bardzo upalny dzień, ponad 30 stopni. Kiedy przeszliśmy na Stary Rynek, młodzi ludzie niemal od razu pobiegli pod drzewa. Chcieli usiąść w cieniu, napić się wody. Większość osób szukała właśnie tych dwóch drzew. Przerwa pod drzewem trwała dość długo. Pamiętam to jak dziś.

    To doświadczenie dobrze pokazuje, czego często nie widać na projektach czy wizualizacjach. Drzewo nie jest wyłącznie elementem dekoracyjnym. W upalnym mieście staje się zieloną infrastrukturą.

    Daje cień, poprawia mikroklimat i wpływa na jakość powietrza. Jego znaczenie jest jeszcze większe dla osób starszych, dzieci czy osób z problemami zdrowotnymi, które znacznie gorzej znoszą wysokie temperatury.

    Zmiana podejścia nie oznacza jednak konieczności całkowitego rezygnowania z utwardzonych placów.

    Rynek musi pełnić swoje funkcje; być miejscem spotkań, wydarzeń czy miejskich imprez. Problem pojawia się wtedy, gdy projektując taką przestrzeń, nie uwzględniamy warunków, w których będzie ona funkcjonowała za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

    Dlatego coraz częściej wracamy do pytania, jak połączyć funkcjonalność placu z obecnością zieleni, wodą i ochroną przed przegrzewaniem.

    – Nie staliśmy się jeszcze pionierami, jeśli chodzi o wprowadzanie zieleni do takich przestrzeni, ale to podejście naprawdę się zmienia. Przy kolejnych realizacjach coraz częściej widzimy, że zieleń jest potrzebna i że wcześniejsze rozwiązania trzeba czasem korygować – podkreśla architekt.

    Stary Rynek w Częstochowie jest więc przykładem szerszej zmiany. To, co kilkanaście lat temu wydawało się nowoczesną i funkcjonalną przestrzenią, dziś musi być oceniane również przez pryzmat odporności miasta na upały.

    Problem można zauważyć również na nowych osiedlach.

    Drzewa i naturalna roślinność bywają usuwane przed rozpoczęciem budowy, a po zakończeniu inwestycji pojawiają się niewielkie trawniki, młode sadzonki i wizualizacje pokazujące dużo zieleni.

    Na papierze wszystko wygląda atrakcyjnie. W rzeczywistości mieszkańcy mogą otrzymać osiedle, w którym większość powierzchni zajmują parkingi, drogi, chodniki i tarasy.

    To właśnie dlatego – zdaniem ekspertów – ocena inwestycji nie powinna ograniczać się do liczby posadzonych drzew. Trzeba patrzeć również na to, ile istniejącej zieleni zostało zachowane, jak zaprojektowano przestrzeń oraz czy rośliny mają odpowiednie warunki do rozwoju.

    Całkowite usunięcie betonu z miasta nie jest ani możliwe, ani potrzebne.

    Place, chodniki, drogi czy przestrzenie komunikacyjne są mieszkańcom potrzebne. Problem zaczyna się wtedy, gdy utwardzona nawierzchnia staje się rozwiązaniem stosowanym automatycznie. Również tam, gdzie można było pozostawić drzewa, wprowadzić roślinność albo stworzyć powierzchnię przepuszczalną dla wody.

    Adaptacja miasta do zmian klimatu wymaga rozsądnych decyzji.

    Nie zawsze trzeba budować wielki park. Czasem wystarczy niewielki skwer, szpaler drzew, odpowiednio zaprojektowana zieleń przy ulicy albo pozostawienie fragmentu naturalnej roślinności.

    Takie rozwiązania mogą jednocześnie pomagać podczas upałów i ograniczać skutki gwałtownych opadów. Eksperci są zgodni w jednym: walka z betonozą nie zakończy się jedną uchwałą ani pojedynczą rewitalizacją.

    Potrzebne są zmiany w planowaniu przestrzennym, lepsza ochrona terenów zielonych i korytarzy przewietrzania, a także większa świadomość osób odpowiedzialnych za miejskie inwestycje.


  • Hello world!

    Welcome to WordPress. This is your first post. Edit or delete it, then start writing!

  • Zostaliśmy nagrodzeni. Nie zwalniamy tempa i działamy z jeszcze większym zapałem

    Zostaliśmy nagrodzeni. Nie zwalniamy tempa i działamy z jeszcze większym zapałem

    Rok później nasze działania zostały docenione prestiżowym wyróżnieniem, ale jako organizatorzy #JurabezPlastiku nie zamierzamy na tym poprzestać. W kwietniu br. odbyła się już 17. edycja akcji.

    21 kwietnia 2026 roku w Operze Śląskiej w Bytomiu odbyła się gala wręczenia Zielonych Czeków 2026, jednej z najważniejszych nagród przyznawanych przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

    W kategorii EkoNGO wyróżniony został Częstochowski Alarm Smogowy, organizator akcji #JurabezPlastiku. Nagroda była podsumowaniem działań przeprowadzonych rok wcześniej na Mirowskim Przełomie Warty.

    To szczególne wyróżnienie, ponieważ #JurabezPlastiku od początku jest inicjatywą oddolną.

    Nie zaczęła się od wielkiego programu ani kosztownej kampanii. Zaczęła się od ludzi, którzy postanowili posprzątać miejsce, w którym żyją.

    – Jest to nasza pierwsza nagroda typowo w dziedzinie ekologii. Czuję wielką dumę i spełnienie, bo nagroda została nam wręczona za akcję #JurabezPlastiku, którą organizujemy nieprzerwanie od 2019 r. – mówił Hubert Pietrzak z Częstochowskiego Alarmu Smogowego, twórca portalu Czasnajure.pl.

    Wyróżnienie odnosiło się bezpośrednio do ubiegłorocznej akcji.

    W 2025 roku prawie 70 wolontariuszy sprzątało Mirowski Przełom Warty – teren szczególnie cenny przyrodniczo, znajdujący się na obszarze Natura 2000 i Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd.

    Efekt był imponujący.

    Już w pierwszej godzinie zebrano ponad 432 kilogramy odpadów.

    Wśród nich znalazło się około 165 kg szkła, 73 kg tworzyw sztucznych i 194 kg odpadów zmieszanych. Później wolontariusze kontynuowali sprzątanie około 5-kilometrowego odcinka Warty w kierunku Jaskrowa. Zebrano tam kolejne 123 worki oraz opony, koła, plastikowe meble, wiadra, samochodowe zderzaki, beczkę i inne odpady gabarytowe.

    To właśnie te konkretne rezultaty zostały docenione przez kapitułę Zielonych Czeków.

    Dla organizatorów wyróżnienie było powodem do dumy, ale nie oznaczało zakończenia działań.

    Wręcz przeciwnie. Już kilka dni później wolontariusze ponownie spotkali się nad Wartą. Tym razem w ramach 17. edycji #JurabezPlastiku 2026.

    26 kwietnia uczestnicy ruszyli sprzątać bulwary nad Wartą w Częstochowie, w okolicach Galerii Jurajskiej. Organizatorzy po raz kolejny postawili na formułę hybrydową. Oznacza to, że większość prac odbywała się na lądzie, a dodatkowo część odpadów zbierano z wykorzystaniem kajaków.

    Tegoroczna akcja odbywała się przy silnym wietrze i w trudnym terenie.

    Mimo to do sprzątania przystąpiło blisko 50 osób. Większość wolontariuszy pracowała na wałach, a do transportowania zebranych odpadów wykorzystywano między innymi taczki. Kajakarze zajmowali się natomiast rzeką i miejscami trudno dostępnymi z brzegu.

    Warunki nie były łatwe, ale efekty ponownie okazały się imponujące.

    Uczestnicy wypełnili ponad trzy kontenery, co odpowiada około 179 dużym workom śmieci.

    Tegoroczna zbiórka pokazała również, jaki rodzaj odpadów stanowi obecnie największy problem.

    Zebrano:

    • 551,54 kg szkła,
    • 49,05 kg tworzyw sztucznych,
    • 187,31 kg odpadów zmieszanych.

    Łącznie daje to blisko 788 kg odpadów.

    Wśród większych przedmiotów znalazły się między innymi szyld, akumulator, plastikowe meble i dywan.

    Jednak najbardziej charakterystycznym znaleziskiem kolejnej edycji okazały się małe, wciąż bezzwrotne butelki po alkoholu, czyli tak zwane „małpki”.

    Jak zwracają uwagę organizatorzy, tego rodzaju szkło regularnie pojawia się wśród odpadów wyławianych z Warty.

    Wyniki tegorocznej akcji pokazują coś więcej niż tylko ilość zebranych śmieci. Odpady pozostawione w środowisku nie znikają, a przez lata mogą zalegać na brzegach i dnie rzeki, aby później zostać przeniesione przez wodę w inne miejsca.

    Dlatego sprzątanie Warty jest jednocześnie próbą przywrócenia rzece jej naturalnego charakteru i przypomnieniem, że za odpady odpowiadają ludzie, którzy je wytwarzają i pozostawiają w miejscach do tego nieprzeznaczonych. 

    Prawie 800 kilogramów zebranych odpadów to nie sukces sam w sobie. To raczej diagnoza problemu, z którym wciąż trzeba się mierzyć.

    #JurabezPlastiku od lat łączy osoby prywatne, firmy, organizacje społeczne i instytucje.

    W 2026 roku organizatorem ponownie był Częstochowski Alarm Smogowy, a partnerem strategicznym został Wydział Infrastruktury i Środowiska Politechniki Częstochowskiej. W działania zaangażowali się również SARP Częstochowa i Fundacja Rething Częstochowa, a wsparcia medialnego udzieliły Radio Jura, Tygodnik Regionalny „7dni” i G.Elanex.

    Po zakończeniu sprzątania na uczestników czekały również nagrody – burgery od MNIAM MNIAM Częstochowa oraz spływ kajakowy od Tyrolki.pl. To element charakterystyczny dla całego projektu.

    Od 2019 r. #JurabezPlastiku przeszła długą drogę.

    Były akcje na kolejnych odcinkach Warty, setki worków śmieci, odpady gabarytowe, kajaki i dziesiątki, a później setki zaangażowanych osób. Padały także kolejne rekordy.

    Teraz pojawiło się prestiżowe wyróżnienie. Najważniejsze pozostaje bez zmian. Mieszkańcy nadal schodzą nad rzekę i zbierają to, co ktoś wcześniej pozostawił w środowisku.

    Nagroda Zielony Czek jest więc nie tylko podsumowaniem pracy wykonanej w 2025 r., ale także sygnałem, że oddolne działania mają znaczenie.

    – To prawdziwa praca u podstaw, ponad wszelkimi podziałami – podkreślał Hubert Pietrzak, wskazując, że działania Częstochowskiego Alarmu Smogowego łączą różne środowiska i pokolenia, niezależnie od poglądów.

    I właśnie dlatego historia #JurabezPlastiku jeszcze się nie kończy.


  • Mieli przestać marznąć dwa lata temu. Mieszkańcy miejskich kamienic w Częstochowie wciąż czekają

    Mieli przestać marznąć dwa lata temu. Mieszkańcy miejskich kamienic w Częstochowie wciąż czekają

    Latem okolica wygląda zupełnie inaczej. Zielone otoczenie, cisza i zabytkowe budynki dawnego osiedla robotniczego mogą sprawiać wrażenie spokojnego miejsca do życia.

    Problemy zaczynają się wczesną jesienią. Kiedy temperatura spada, mieszkańcy muszą uruchamiać piece, kupować opał albo korzystać z ogrzewania elektrycznego. Dla wielu osób, w tym seniorów, oznacza to nie tylko dodatkowe wydatki, ale również codzienny wysiłek związany z przynoszeniem ciężkiego opału.

    Najtrudniej sytuacja wygląda w kilku miejskich budynkach przy ul. Krakowskiej.

    W marcu 2024 roku Częstochowa, Zakład Gospodarki Mieszkaniowej „TBS” oraz Fortum podpisały list intencyjny dotyczący podłączenia budynków mieszkalnych i szkoły w rejonie Krakowskiej 80 do sieci ciepłowniczej.

    Mieszkańcy potraktowali to jako realną szansę na zmianę. W tym samym czasie w okolicy prowadzono duże prace drogowe. Dla lokatorów był to naturalny moment, aby przy okazji wykonać również niezbędną infrastrukturę.

    Minęły jednak kolejne miesiące, a mieszkańcy nadal nie mają pewności, czy inwestycja zostanie zrealizowana. Dla mieszkańców brzmi to jak kolejne przesunięcie w czasie.

    Jedną z osób, która szczególnie mocno odczuwa skutki problemu, jest rodzina pana Mateusza.

    W 2025 roku opowiadał mediom, że zimą jego małe dzieci muszą czasowo mieszkać u cioci, ponieważ w mieszkaniu jest zbyt zimno. Problemem są również wilgoć, nieszczelności i pogarszający się stan budynku.

    Rok później sytuacja nadal jest trudna. Rodzina została przeniesiona do innego lokalu komunalnego, ale – jak relacjonuje mieszkaniec – zamiast rozwiązania problemów pojawiły się kolejne. W mieszkaniu jest zimno, ciepło ucieka przez nieszczelności, a ogrzewanie pelletem generuje wysokie koszty.

    W przypadku osób, które mają dzieci, seniorów czy osoby z niepełnosprawnościami, nie jest to wyłącznie kwestia komfortu, ale podstawowych warunków do życia.

    Budynki przy Krakowskiej mają ponad sto lat. Powstały pod koniec XIX wieku jako domy dla pracowników przędzalni. Dziś są częścią miejskiego zasobu mieszkaniowego. Ich historyczna wartość jest duża, ale stan techniczny pozostawia wiele do życzenia.

    Badania termowizyjne przeprowadzone przez Częstochowski Alarm Smogowy i Kłobucki Alarm Smogowy wskazywały na znaczne straty ciepła, szczególnie w miejscach, gdzie budynki nie zostały poddane termomodernizacji. Problemem są również stare i nieszczelne okna.

    W efekcie mieszkańcy ogrzewają nie tylko swoje mieszkania, ale także mury, przez które ciepło szybko ucieka. To sprawia, że nawet zakup opału nie gwarantuje odpowiedniej temperatury.

    W kamienicach mieszka wiele osób starszych. Dla nich konieczność ogrzewania mieszkania drewnem lub węglem oznacza znacznie więcej niż sam koszt opału. Trzeba go kupić, przynieść, przechowywać, rozpalić w piecu, a później wynosić popiół.

    Pani Anna Walaszczyk, która od urodzenia mieszka przy Krakowskiej i od lat angażuje się w sprawę poprawy warunków na osiedlu, sama korzysta z pieca typu koza. Awaryjnie dogrzewa mieszkanie prądem, ale wysokie rachunki sprawiają, że nie jest to rozwiązanie na stałe. W 2023 roku za samą energię elektryczną zapłaciła około 5 tys. zł.

    Jej obawy dotyczą również przyszłości. Dziś jeszcze może poradzić sobie z opałem. Ale co będzie za kilka lat, kiedy zabraknie jej sił?

    Największym paradoksem tej sytuacji jest to, że lokatorzy mają bardzo ograniczone możliwości działania.

    Nie są właścicielami budynków. Nie mogą samodzielnie przeprowadzić termomodernizacji, wymienić źródła ogrzewania ani podłączyć kamienic do sieci.

    Jednocześnie to oni ponoszą konsekwencje braku takich inwestycji.

    W 2025 roku w miejskich zasobach Częstochowy znajdowało się ponad 1,5 tys. urządzeń grzewczych wymagających wymiany, w tym źródła niespełniające obowiązujących przepisów.

    To oznacza, że problem przy Krakowskiej nie jest odosobnionym przypadkiem.

    Szczególne emocje mieszkańców budzi jeszcze jeden fakt. Kilkaset metrów od ich budynków znajduje się siedziba Straży Miejskiej.

    Budynek Straży Miejskiej został podłączony do sieci ciepłowniczej w 2024 roku. Mieszkańcy sąsiednich kamienic nadal czekają.

    W ich budynkach pozostają stare źródła ogrzewania. Wcześniej Częstochowski Alarm Smogowy wskazywał na funkcjonowanie pozaklasowych kotłów w miejskim zasobie. Organizacja zwracała uwagę na paradoks sytuacji, w której mieszkańcy są kontrolowani pod kątem sposobu ogrzewania, podczas gdy w zasobie należącym do miasta również występują przestarzałe źródła ciepła.

    Fot. CzAS

    Według mieszkańców takich zaniedbanych budynków w Częstochowie może być znacznie więcej.

    Sprawa Krakowskiej pokazuje więc szerszy problem miejskiego zasobu mieszkaniowego: stare budynki, wysokie straty energii, przestarzałe źródła ogrzewania i mieszkańcy, którzy często nie mają możliwości samodzielnego poprawienia sytuacji.

    To także problem społeczny. Osoby o niższych dochodach trafiają do mieszkań, których utrzymanie może być droższe właśnie dlatego, że budynki są nieocieplone i nieefektywne energetycznie.

    Powstaje błędne koło. Im gorszy jest stan budynku, tym więcej trzeba wydać na ogrzewanie.

    Im więcej kosztuje ogrzewanie, tym trudniej mieszkańcom poradzić sobie z rachunkami. A im trudniej poradzić sobie z kosztami, tym większe staje się ryzyko ubóstwa energetycznego.

    Miasto podkreśla, że lokale komunalne posiadają źródła ciepła i kwestionuje stwierdzenia, że mieszkańcy pozostają bez ogrzewania. ZGM wskazuje również na kwestie techniczne związane z możliwością podłączenia kolejnych budynków do sieci. Fortum z kolei deklaruje gotowość do realizacji przyłączenia po spełnieniu wymaganych formalności.

    Mieszkańcy patrzą jednak na sprawę z zupełnie innej perspektywy. Dla nich liczy się to, co dzieje się w mieszkaniu zimą. A tam nadal jest zimno.

    I właśnie dlatego historia Krakowskiej nie jest narracją wyłącznie o starych kamienicach i ogrzewaniu. To opowieść o zapomnianych przez miasto ludziach, którzy od lat czekają na zmianę i coraz mniej wierzą w kolejne deklaracje.


  • Setki kilogramów śmieci z Mirowskiego Przełomu Warty. Rekordowa akcja 

    Setki kilogramów śmieci z Mirowskiego Przełomu Warty. Rekordowa akcja 

    Teren, który objęto sprzątaniem, znajduje się na granicy Częstochowy i Mstowa. Wyjątkowym czyni go fakt, że jest to część obszaru Natura 2000 oraz Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd, a także specjalnego obszaru ochrony siedlisk „Przełom Warty koło Mstowa”.

    Efekty akcji było widać bardzo szybko. Już w pierwszej godzinie 67 wolontariuszy usunęło z terenu dzikie wysypisko, zbierając łącznie 432,65 kg odpadów.

    Śmieci zostały posegregowane. Wśród nich znalazło się 72,76 kg tworzyw sztucznych, 165,27 kg szkła oraz 194,62 kg odpadów zmieszanych.

    To pokazuje, że problem zaśmiecania Jury nie ogranicza się wyłącznie do plastikowych butelek czy opakowań. Szkło, odpady wielkogabarytowe i inne przedmioty przez lata mogą zalegać w lesie lub nad rzeką, stając się realnym zagrożeniem dla środowiska.

    Fot. Hubert Pietrzak

    – Obszar sprzątania był absolutnie wyjątkowy. Leżał na granicy gmin Częstochowa i Mstów, obszaru Natura 2000, objętego ochroną w formie Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd oraz Specjalnego Obszaru Ochrony Siedlisk „Przełom Warty koło Mstowa” – tłumaczy Hubert Pietrzak z portalu Czasnajure.pl. – Mimo tych walorów, strefa parkingu, przy której zaczynaliśmy, jest od lat regularnie zaśmiecana. 

    Dr hab. inż. Jurand Bień z Politechniki Częstochowskiej, który także zaangażował się w akcję sprzątania, podkreśla: Wszystko zawdzięczamy naszej planecie: powietrze, którym oddychamy, wodę, którą pijemy, czy glebę, która daje nam jeść. To jest natura i nasz dom, a o dom trzeba dbać.

    Po uporządkowaniu dzikiego wysypiska uczestnicy kontynuowali sprzątanie. Tym razem akcja objęła około 5 kilometrów Warty w kierunku Jaskrowa.

    Wolontariusze pracowali zarówno na lądzie, jak i z kajaków. Dzięki temu można było dotrzeć również do miejsc trudno dostępnych z brzegu. Łącznie zebrano 123 worki śmieci. Wśród odpadów znalazły się również: osiem opon, koła, plastikowe meble, wiadra, samochodowe zderzaki, metalowe elementy budowlane, beczka oraz inne odpady gabarytowe.

    #JurabezPlastiku od początku łączy ochronę środowiska z aktywnością i integracją. W 2025 r. było podobnie. Po kilku godzinach pracy na uczestników czekała strefa relaksu i poczęstunek. Kajaki pozwalały natomiast połączyć sprzątanie z aktywnym spędzaniem czasu na rzece.

    To właśnie takie połączenie sprawia, że akcja nie jest wyłącznie obowiązkiem, ale również okazją do spotkania ludzi, poznania Jury i wspólnego działania na rzecz miejsca, które należy do wszystkich.

    Fot. Hubert Pietrzak

    Akcja #JurabezPlastiku 2025 pokazała, że nawet w wyjątkowo cennym przyrodniczo miejscu wciąż można znaleźć ogromne ilości odpadów.

    Jednocześnie pokazała coś równie ważnego – są ludzie, którzy chcą ten problem rozwiązywać.

    123 worki śmieci, ponad 430 kg odpadów zebranych już na początku akcji i kolejne odpady gabarytowe to wymierny efekt pracy wolontariuszy.


  • Ten dom powstał z myślą o czystym powietrzu. Niskoemisyjna perła Jury Krakowsko-Częstochowskiej

    Ten dom powstał z myślą o czystym powietrzu. Niskoemisyjna perła Jury Krakowsko-Częstochowskiej

    To właśnie ten dom stał się bohaterem kilkunastominutowego filmu „Dom Ptaków”, przygotowanego przez Częstochowski Alarm Smogowy. Produkcja pokazuje nie tylko samą nieruchomość, lecz także sposób myślenia o budowaniu i życiu bliżej natury. W tym miejscu tradycyjne formy spotykają się z nowoczesnymi technologiami, a troska o środowisko staje się częścią codziennego funkcjonowania.

    Historia domu zaczęła się od poszukiwania miejsca, w którym można odpocząć od miejskiego zgiełku i spędzać czas w otoczeniu przyrody.

    Pani Magdalena Ptak wcześniej mieszkała w Myszkowie, który nie cieszy się dobrą sławą, ze względu na fatalną jakość powietrza. Jurę znała już wcześniej. Przyjeżdżała tutaj między innymi biegać. Początkowo wraz z mężem planowała kupić działkę i stworzyć na niej przede wszystkim letnią bazę – miejsce, do którego można byłoby uciec w cieplejszych miesiącach.

    Plany szybko uległy zmianie. Właściciele podczas budowy przekonali się, że znaleźli miejsce, w którym chcieliby zostać na dłużej. Zamiast sezonowego domku miał więc powstać całoroczny dom.

    Nieruchomość znajduje się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w malowniczej okolicy, niedaleko czerwonego szlaku. W pobliżu znajdują się również dwa zamki. Lokalizacja jest więc atrakcyjna nie tylko dla mieszkańców, ale także dla osób odwiedzających ten region.

    – Ten dom jest wyjątkowy ze względu na kilka kwestii. Kluczowe, że nie ma on komina. Kolejna rzecz to przepiękna lokalizacja w pobliżu dwóch zamków na malowniczej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej – mówi Hubert Pietrzak z portalu społeczno-przyrodniczego Czas na Jurę, twórca filmu „Dom Ptaków”.

    Dom nie imponuje rozmiarem. I właśnie w tym tkwi jedna z jego zalet. Na parterze znajduje się nieco ponad 62 m² powierzchni użytkowej, a dodatkowe około 20 m² stanowi piętro. Łącznie daje to około 82 m².

    Niewielka powierzchnia wymagała bardzo dokładnego zaplanowania przestrzeni. Na ograniczonej powierzchni trzeba było zmieścić rozwiązania odpowiadające potrzebom całorocznego domu, a jednocześnie zachować założenia ekologiczne.

    – Założyliśmy, że pójdzie szybko, łatwo i przyjemnie. Przyjemnie było, ale już nie tak łatwo. Dom musiał w 100% odpowiadać potrzebom inwestora. Z założenia miał być domkiem letniskowym, a został domem całorocznym. Trud się opłacił, a dla nas to jest olbrzymia satysfakcja – mówi Marcin Cieśla, architekt, współprojektant domu. 

    Budynek wyposażono w pompę ciepła oraz system rekuperacji. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom mieszkańcy mogą ograniczyć zużycie energii, a jednocześnie zapewnić sobie odpowiednią wentylację bez konieczności montowania tradycyjnego komina.

    Koszty eksploatacji również są istotnym elementem tej historii. Wiosną i latem właściciele wydają na energię oraz pozostałe media około 200 zł miesięcznie. Zimą rachunki rosną do około 500 zł (wliczając w to pracę pompy ciepła, ogrzewanie i wszystkie media).

    Rekuperacja wyposażona jest w filtry, które trzeba wymieniać mniej więcej co kwartał. Koszt kompletu to około 100 zł.

    Nietypowy jest nie tylko wygląd budynku, ale również sposób jego wykonania. Elementy ścian domu pasywnego przygotowywano w fabryce. Dzięki temu zdecydowana część prac mogła zostać wykonana wcześniej, poza placem budowy.

    Sam szkielet konstrukcji powstał zaledwie w ciągu jednego dnia. Montaż całego budynku trwał około tygodnia.

    Takie rozwiązanie pozwoliło ograniczyć czas prac na działce i sprawnie złożyć przygotowane wcześniej elementy w gotową konstrukcję.

    – Ściany powstawały w fabryce przez kilka miesięcy, natomiast sam proces składania go w całość trwał maksymalnie tydzień. Elementy szkieletu zostały złożone jak klocki LEGO w ciągu jednego dnia – mówi Magda Ptak, właścicielka domu. – Stan surowy zamknięty można postawić w okolicy 250-300 tys. zł.

    Choć zastosowane technologie są współczesne, forma budynku odwołuje się do lokalnej, jurajskiej architektury.

    Inspiracją dla projektu były okoliczne stodoły. Charakterystyczne dla nich rozwiązania zostały przełożone na język nowoczesnej architektury. W budynku pojawiają się między innymi ściany nawiązujące do konstrukcji tradycyjnych stodół, w tym wykonane z kamienia jurajskiego.

    Film jeszcze mocniej podkreśla to połączenie. W jednej ze scen obraz okien współczesnego domu zostaje zestawiony z fragmentem autentycznej, starej ściany szczytowej stodoły znajdującej się w pobliżu.

    Właściciele mówią o swoim domu jako o „nowoczesnej stodole”. To określenie dobrze oddaje charakter budynku: z jednej strony jego bryła i materiały nawiązują do tradycji regionu, z drugiej – wyposażenie i sposób funkcjonowania domu odpowiadają współczesnym wymaganiom.

    Brak komina może wydawać się drobnym szczegółem, ale w przypadku tego projektu ma znaczenie symboliczne i praktyczne. Dla twórców filmu „Dom Ptaków” jest to jeden z najważniejszych elementów pokazujących, że nowoczesny dom może funkcjonować bez tradycyjnego źródła ogrzewania opartego na spalaniu paliw.

    Co ciekawe, komin jest również jednym z elementów, które zwracają uwagę osób odwiedzających pobliski zamek. Nietypowa bryła budynku wyróżnia się w krajobrazie i przyciąga wzrok turystów.

    Dom pokazuje przy tym, że ekologia nie musi oznaczać rezygnacji z estetyki. Można połączyć energooszczędne technologie, naturalne otoczenie i inspiracje lokalnym dziedzictwem z minimalistyczną, współczesną formą.

    Inwestycję zakończono tuż przed wybuchem pandemii. W tamtym czasie całość kosztowała około 250–300 tys. zł. Była to kwota porównywalna z ceną mieszkania w bloku.

    Jednak idea stojąca za projektem pozostaje aktualna: niewielki, energooszczędny dom nie musi być rozwiązaniem zarezerwowanym wyłącznie dla najzamożniejszych inwestorów.

    W „Domu Ptaków” równie ważna jak sama technologia jest lokalizacja. Bliskość lasów, szlaków i jurajskiego krajobrazu sprawia, że budynek staje się częścią większej opowieści o życiu bliżej natury.

    Film „Dom Ptaków” pokazuje właśnie tę perspektywę. Ekologia nie jest tu wyłącznie zestawem technicznych parametrów. To także świadomy wybór miejsca, sposobu życia i odpowiedzialności za jakość środowiska, w którym będą żyły kolejne pokolenia.

    – Zawsze się opłaca być ekologicznym – puentuje Magda Ptak.

    Produkcję zrealizował Częstochowski Alarm Smogowy w ramach projektu „CzAS odetchnąć, czystym powietrzem!”. Projekt powstał przy wsparciu Krakowskiego Alarmu Smogowego, Polskiego Alarmu Smogowego oraz Clean Air Fund.


  • Rekordowa frekwencja i 150 worków śmieci. W rzece znalazł się też… pingwin

    Rekordowa frekwencja i 150 worków śmieci. W rzece znalazł się też… pingwin

    Była to kolejna edycja inicjatywy, która z roku na rok przyciąga coraz więcej uczestników i partnerów.

    Uczestnicy nie ruszyli na Wartę wyłącznie po to, by podziwiać jurajskie krajobrazy. Ich zadaniem było dokładne przeszukanie rzeki i jej brzegów oraz usunięcie zalegających tam odpadów.

    W ciągu jednego dnia posprzątano 14 kilometrów rzeki, a z wody wyłowiono aż 150 worków śmieci.

    Kajaki pozwoliły dotrzeć również do miejsc trudno dostępnych z brzegu. Dzięki temu uczestnicy mogli zbierać odpady, które przez długi czas pozostawały poza zasięgiem tradycyjnych akcji sprzątania.

    – Po raz kolejny składam serdeczne podziękowania dla super ekipy z Jura Kajaki oraz wszystkich uczestników. Jesteście wspaniali! W imieniu organizatora, fundacji Częstochowski Alarm Smogowy, dziękujemy wszystkim współorganizatorom i sponsorom. To dzięki Wam z roku na rok jest coraz lepiej! Gmina Mstów – Profil Urzędu Gminy Mstów, Hegelmann Poland (najliczniejsza drużyna!), Air Products Poland, Ochotnicza Straż Pożarna we Mstowie, SARP Częstochowa, Fundacja Kajakowa Tołhaj-GDK – wylicza Hubert Pietrzak z portalu Czasnajure.pl

    Wśród odpadów znalazły się meble, wiadra, opony i zabawki. Były to zarówno niewielkie śmieci, jak i przedmioty, które zdecydowanie nie powinny znaleźć się w środowisku.

    Najbardziej nietypowym znaleziskiem okazał się jednak pingwin – zabawka wyłowiona przez uczestników podczas sprzątania.

    Takie odkrycia pokazują, że problem zaśmiecania rzek jest znacznie szerszy niż plastikowe butelki czy opakowania.

    Rzeka nie jest wysypiskiem. Każdy pozostawiony w niej przedmiot może z czasem stać się zagrożeniem dla środowiska i zwierząt.

    W akcję zaangażowali się nie tylko indywidualni wolontariusze. Wspólnie działali przedstawiciele firm, organizacji społecznych, samorządu i służb. Ważną rolę odegrała między innymi ekipa Jura Kajaki, a także pozostali współorganizatorzy i partnerzy wydarzenia.

    To właśnie współpraca jest jednym z najważniejszych elementów #JurabezPlastiku. Każda kolejna edycja pokazuje, że coraz więcej osób chce wziąć odpowiedzialność za stan swojego najbliższego otoczenia.

    W 2023 roku uczestnicy posprzątali rekordowe wówczas 23 kilometry Warty i zebrali 147 worków odpadów. Rok później trasa była krótsza, ale padł kolejny rekord. To 121 osób w kajakach.

    To pokazuje, że inicjatywa stale się rozwija.

    Bo za każdą liczbą stoi człowiek, który poświęcił swój czas, założył rękawiczki i zamiast przejść obojętnie, zaczął sprzątać.

    150 worków śmieci to nie tylko wynik jednej akcji. To rzeczywisty dowód na to, że wspólne działanie naprawdę może zmienić wygląd rzeki.

    A jeśli przy okazji z Warty wyłowiony zostaje pingwin, pozostaje mieć nadzieję, że podczas kolejnych edycji takich nietypowych znalezisk będzie już coraz mniej.


  • Dron szuka strat ciepła. Termowizja pokazuje, którędy ucieka energia

    Dron szuka strat ciepła. Termowizja pokazuje, którędy ucieka energia

    Kamera termowizyjna pozwala zobaczyć to, czego nie widać gołym okiem. Dzięki zdjęciom z różnych stron budynku można zlokalizować nieszczelności i słabe punkty jego konstrukcji – między innymi problemy z izolacją czy dachami.

    Co ważne, inspekcja nie ogranicza się wyłącznie do obrazu termowizyjnego. Dron wykonuje również zdjęcia w świetle widzialnym. Zestawienie obu obrazów może pomóc ustalić przyczynę strat ciepła. W jednym z analizowanych budynków termowizja wskazała miejsce ucieczki energii, a dodatkowe zdjęcie pozwoliło zauważyć uszkodzone dachówki.

    Bo każda nieszczelność oznacza energię, za którą ktoś musi zapłacić.

    Wykrycie problemu może być pierwszym krokiem do termomodernizacji, poprawy izolacji czy naprawy uszkodzonych elementów budynku. W efekcie można ograniczyć zużycie energii, obniżyć rachunki za ogrzewanie i jednocześnie zmniejszyć emisję zanieczyszczeń.

    Termowizja nie ociepla budynku, ale pokazuje, gdzie warto zacząć. To właśnie na tym polega znaczenie takich pomiarów, bo zamiast zgadywać, którędy ucieka ciepło, można zobaczyć problem z góry i zaplanować konkretne działania.

    Tak więc termowizja może nie tylko wykryć miejsca, przez które ucieka ciepło, ale również pokazać, czy wykonana termomodernizacja i instalacje OZE działają tak, jak powinny. Przykładem jest przedwojenny dom w jednej z południowych dzielnic Częstochowy, którego właściciele zdecydowali się na pompę ciepła i fotowoltaikę.

    Dom o powierzchni około 60 m² został wcześniej ocieplony styropianem. Dopiero po poprawie izolacji właściciele zdecydowali się na pompę ciepła. Wraz z instalacją fotowoltaiczną inwestycja pozwoliła znacząco ograniczyć koszty energii. Całkowite rachunki za prąd, ogrzewanie i przygotowanie ciepłej wody spadły z około 200 zł do około 50 zł miesięcznie, a roczny koszt energii wynosił około 600 zł. 

    Badanie kamerą termowizyjną pokazało jednak, że nawet dobrze ocieplony budynek może mieć miejsca, przez które ucieka energia.

    Straty były widoczne między innymi przy oknach, drzwiach oraz elementach instalacji pompy ciepła. Audytor wskazał również na przewód, na którym widoczny był wyraźny spadek temperatury. Dodatkowa izolacja może w takim przypadku ograniczyć straty stosunkowo niewielkim kosztem. 

    Termowizja sprawdziła także instalację fotowoltaiczną. Nie wykazała punktów przegrzewania paneli, które mogłyby świadczyć o mikropęknięciach lub problemach z instalacją.

    To pokazuje, że termomodernizacja, OZE i kontrola termowizyjna mogą działać razem. Najpierw ograniczamy straty energii, później wybieramy odpowiednie źródło ogrzewania, a na końcu sprawdzamy, czy cały system działa prawidłowo.

    Historia tego domu pokazuje również, że inwestycja w efektywność energetyczną może oznaczać nie tylko mniejszy wpływ na środowisko, ale również realne oszczędności w domowym budżecie. 


  • Rekordowe 23 km Warty i 147 worków śmieci. Jura bez plastiku 2023

    Rekordowe 23 km Warty i 147 worków śmieci. Jura bez plastiku 2023

    Kolejna edycja pokazała, że inicjatywa, która zaczynała się od lokalnego sprzątania Jury, stała się wydarzeniem angażującym mieszkańców, firmy, organizacje społeczne i służby.

    Wiosenne sprzątanie Warty w 2023 roku było największą z dotychczasowych akcji. Uczestnicy uporządkowali 23 km rzeki. To zdecydowanie więcej niż podczas poprzednich edycji, kiedy sprzątano poszczególne, krótsze odcinki Warty.

    Tym razem akcja miała charakter etapowy. Uczestnicy startowali grupami ze Starego Miasta w Częstochowie, a następnie także w Jaskrowie na terenie gminy Mstów. Finał tradycyjnie odbył się w miejscu związanym z organizacją spływów kajakowych – Jura Kajaki.

    Takie rozwiązanie pozwoliło objąć sprzątaniem znacznie większy fragment rzeki. Nie chodziło już tylko o jeden zakątek Warty.

    Do akcji dołączyło blisko 100 osób. Wśród uczestników znaleźli się zarówno wolontariusze, jak i przedstawiciele firm, organizacji oraz lokalnych instytucji. W sprzątaniu uczestniczyli między innymi przedstawiciele Hegelmann Poland, Jura Kajaki, Częstochowskiego Alarmu Smogowego, SARP Częstochowa, Fundacji Kajakowej Tołhaj-GDK, Gminy Mstów oraz Ochotniczej Straży Pożarnej w Mstowie.

    To właśnie różnorodność uczestników była jednym z najważniejszych elementów całego wydarzenia. Przy jednym zadaniu spotkali się ludzie, którzy na co dzień zajmują się zupełnie różnymi rzeczami. Łączyła ich chęć posprzątania rzeki, która jest częścią wspólnego, lokalnego krajobrazu.

    Efekt pracy był konkretny, bo z Warty wyłowiono 147 worków śmieci. To liczba, która sama w sobie pokazuje skalę problemu, ale jeszcze większe wrażenie robią przedmioty, które znalazły się w rzece.

    Wśród odpadów były trzy lodówki, osiem opon, płyty styropianu, monitory, znaki oraz tratwa.

    Znaleziono również duże ilości szkła. 

    – Rzeka nie jest wysypiskiem – przypomina Hubert Pietrzak z portalu Czasnajure.pl. – Lodówka, opona czy monitor nie trafiają do rzeki przypadkiem. To przedmioty, które ktoś musiał wcześniej posiadać, a następnie zdecydować, że zamiast oddać je do odpowiedniego punktu, pozostawi je w środowisku. Nie mogę zrozumieć takiej krótkowzroczności.

    Woda może później przenosić odpady dalej, a nurt rzeki sprawia, że problem przestaje dotyczyć jednego miejsca. Śmieci mogą znaleźć się wiele kilometrów od miejsca, w którym zostały pierwotnie pozostawione. Każdy usunięty z rzeki odpad oznacza również mniejsze ryzyko, że popłynie dalej z nurtem.

    Od początku istnienia projektu jednym z najbardziej charakterystycznych elementów #JurabezPlastiku były kajaki.

    W 2023 roku również odegrały ważną rolę. Pozwalały dotrzeć do miejsc, które z brzegu były trudno dostępne, a jednocześnie sprawiały, że sprzątanie można było połączyć z aktywnością na świeżym powietrzu. To nietypowe połączenie stało się jednym ze znaków rozpoznawczych całej inicjatywy.Kajak przestaje być wyłącznie sprzętem rekreacyjnym.

    Pierwsze edycje #JurabezPlastiku miały znacznie mniejszą skalę. Z czasem jednak do inicjatywy zaczęły dołączać kolejne osoby i organizacje. Rok 2023 pokazał, jak bardzo projekt się rozwinął.

    Za każdą z tych liczb stoją ludzie, którzy musieli poświęcić swój czas, wykonać fizyczną pracę i wspólnie poradzić sobie z odpadami. Nie byłoby to możliwe bez współpracy wielu środowisk.

    Firmy angażowały swoich pracowników, organizacje społeczne zapewniały wsparcie, służby pomagały w działaniach, a mieszkańcy dołączali jako wolontariusze.

    Jedną z największych wartości takich wydarzeń jest możliwość spotkania ludzi, których normalnie niewiele ze sobą łączy.

    Przedsiębiorca może sprzątać rzekę razem z wolontariuszem. Strażak może pomagać kajakarzowi. Mieszkaniec Częstochowy może pracować ramię w ramię z kimś, kto przyjechał z innej części regionu. Wszyscy wykonują dokładnie tę samą pracę – zbierają odpady.

    Dzięki temu ekologia przestaje być tematem zarezerwowanym dla organizacji ekologicznych czy specjalistów.

    Staje się sprawą całej społeczności. Czysta Jura zaczyna się od ludzi. A im więcej tych świadomych i rezygnujących z biernej postawy wobec zaśmiecania, tym dalej może sięgać zmiana.